Jezioro Źródlane — D2

czas2016_08_20 miejsce Polska, LBS, Lubiatów

Łapiemy ostatnie dni wakacji wyjeżdżając to tu, to tam. Dzisiaj realizujemy zaplanowany kilka dni wcześniej wyjazd w okolice miejscowości Lubiatów i Jeziora Źródlanego. Aparat w moim ręku, jak ma to miejsce w takich sytuacjach. Dziś myślę sobie o nim akurat jako o narzędziu badawczym, aparaturze mogącej dać wgląd w to, jak patrzę na świat i w jakiej jestem relacji wobec niego. Nie są to jakieś natychmiastowe i ostateczne sądy na temat wszystkiego. Jest to raczej notatka, rodzaj pamiętnika, klisza, która to dopiero w szerszym ujęciu i w dłuższej perspektywie może dać jakieś odpowiedzi. Przybliżyć mnie do tego jak postrzegam świat. Może rejestruję proces ciągłego mentalnego dorastania, a może ta czarna skrzyneczka, poprzez swą alchemiczną moc, odkrywa kawałek po kawałku kim jestem. Myślę sobie, że można być biegłym warsztatowo, świetnym w kompozycji, sprawnie posługiwać się językiem wizualnym, ale jeśli nie ma się otwartości w relacjach z ludźmi, nie ma się do nich szacunku, to nici z robienia dobrych zdjęć.

  Jestem szczęśliwy, że mogę ten dzień spędzić z rodziną, z żoną i z rodzicami. Kiedy spotykam się z moją mamą i moim tatą to widzę po prostu rodziców. Natomiast, po całym dniu, wtedy kiedy wracam wieczorem do domu i zgrywam na komputer karty pamięci z aparatów, następnie kiedy oglądam te zdjęcia z pewnego już dystansu, widzę na nich, że moi rodzice są już starszymi osobami, którym przybyło lat i ubyło światła w oczach. W sumie to nie lubię się z tym konfrontować. Fotografia ma w sobie potężny pierwiastek i moc pokazywania nostalgii przemijającego czasu.

  Fajnie, że moja cała rodzina w dalszym ciągu jest w pełnym, takim archetypowym składzie. To dar, który udało mi się dzisiaj docenić. Taki sentymentalny zrobiłem się tego wieczora po minionym dniu.