Dwa tygodnie | Wschodnia granica

czas2016_07_21 miejsce Polska, PKR, Przemysl, Medyka

To co było do zrobienia w Lublinie zostało zrobione. Czas zacząć przemieszczać się w kierunku głównych punktów zaplanowanych na ten wyjazd. Zostawiamy Lublin za sobą i wyruszamy na Ukrainę. Obawiając się często wspominanego w różnych źródłach kiepskiego stanu dróg na Ukrainie postanowiliśmy, że nasz samochód zostawimy w Polsce tuż przy samej granicy, a dalej podróżować będziemy autobusami.

  W związku z tym wykombinowaliśmy sobie następujący plan; jedziemy z rana do Przemyśla, tutaj zorientujemy się w sytuacji jakie, i o której mamy autobusy do Lwowa. Po obraniu kursu Agnieszka, Maciej i Robert wsiadają do autobusu i rezerwują nam miejsca. Natomiast ja z profesorem Krzysztofem jedziemy do Medyki, aby bezpiecznie zdeponować auto na parkingu strzeżonym.

  Ku mojemu zdziwieniu plan realizujemy natychmiast po przybyciu do Przemyśla i to w 100%, ponieważ jeden z ukraińskich kierowców autokaru ochoczo przychyla się do naszych pomysłów. Można by rzec, że wręcz zależy mu na tym abyśmy z nim jechali. Tak więc Agnieszka, Maciek i Robert jadą sobie nieśpiesznie autobusem, my natomiast w tym samym czasie docieramy do Medyki, aby zostawić auto i tuż przed samym przejściem granicznym wsiąść się do autokaru.

  Przejście graniczne w Medyce — określone przez nas jako nie-miejsce i ziemia niczyja — promieniuje specyficzną, a zapomnianą już nieco niegdysiejszą atmosferą właściwą dla przejść granicznych. Pierwszy raz od momentu wkroczenia Polski do Unii Europejskiej będę ponownie korzystał z paszportu. Niezwykle intrygujące jest to miejsce, takie trochę obce i nieoswojone. Sama przeprawa przez granicę stanowi sporą atrakcją, przynajmniej przez pierwsze 15 minut. Wzrastający upał oraz napięta atmosfera w autobusie zamieniają ekscytację w niecierpliwe znużenie.

  Wreszcie po przeszło godzinie motor zostaje zapuszczony już na stałe i zaczynamy zmierzać ku naszej stacji docelowej. Przez autobus przechodzi fala westchnięć ulgi, zaczyna pojawiać się ożywiony gwar oraz odgłosy radości. Obserwując to wszystko jasne się stało dlaczego kierowcy tak zależało na naszej obecności. W autobusie oprócz nas jest ośmiu może dziesięciu obywateli Ukrainy. Resztę miejsc siedzących zajmują różne dobra spożywcze i materialne. Był to po prostu dla tych ludzi kolejny, rutynowy kurs, codzienny sposób na życie i zarobek. Cieszyli się w tej chwili, pokazując sobie, co kto ma, wymieniając się serdecznymi uwagami. My natomiast byliśmy potrzebni na pokładzie do tego, by autobus choć trochę wyglądał na turystyczny. W zamian, dzięki temu mogliśmy podejrzeć kawałek cudzego życia, a przywodzącego na myśl fabułę jakiegoś filmu.

  Jeszcze krótki postój na jednej z pierwszych stacji benzynowych na tajemniczy wyładunek kartonów z przedziału silnika i dalej do Lwowa…